Jak pomóc dzieciom w czasie wojny?

Jednym z zaleceń Bahá’u’lláha jest troska o rozwój najmłodszych. Zaprzyjaźniona z nami rodzina prawosławno-bahaicka posiada bardzo głębokie zrozumienie tego tematu. Ich wysiłki są skoncentrowane na budowaniu rodziny zastępczej, szczególnie dla dzieci z krajów dotkniętych konfliktami zbrojnymi. Mając w pamięci fakt, że znaczna liczba polskich dzieci została ocalona w czasie II wojny światowej przez zagraniczne rodziny, zachęcają nas, żyjących w pokoju Polaków, do przyjęcia postawy podobnej wybawcom sprzed laty. Zachęcam do zapoznania się z ich listem otwartym do Polaków:

Witajcie, piszemy ten otwarty list kierując go do tych, którym miejmy nadzieję poruszona sprawa nie będzie obojętna.

Prowadzimy od 9 lat rodzinę zastępczą. Od ponad roku jesteśmy zawodową rodziną zastępczą. Nabyte doświadczenie upewnia nas, że jest to bardzo dobra forma opieki zastępczej. Obserwując wydarzenia w Syrii i beznadziejny los dziesiątek czy nawet setek tysięcy dzieci zastanawialiśmy się czy podjęta była próba utworzenia takiej formy opieki dla dzieci uchodźców. Jeśli nie, jesteśmy zainteresowani, aby przetrzeć szlaki. Sami zaopiekowalibyśmy się dzieckiem, które przeżyło koszmar wojny, straty najbliższych i ciężkiej podróży w nieznane. Chcielibyśmy też znaleźć inne rodziny, które mogłyby zrobić podobnie. Nie myślimy tu o adopcji, do której potrzebne są międzynarodowe umowy (których z Syrią nie ma) i która w zasadzie wyrywa dziecko z jego korzeni i historii ale o zastępczej formie opieki.

Co naszym zdaniem daje opieka zastępcza: – dziecko rozwija się w rodzinie, gdzie może liczyć na bezpieczeństwo, pomoc, opiekę i troskę, nabywa zachowań typowych dla życia w rodzinie, przyswaja obowiązki dostosowane do swego wieku – dziecko chodzi do szkoły (tu pojawia się poważny problem językowy ale przy współudziale szkoły i przychylnych osób, których wokół na szczęście nie brakuje – do pokonania) – dziecko jest pod stałą opieką lekarską – dziecko nie jest “wyrwane” od korzeni, zachowuje przynależność do swej kultury, religii, ma kontakt z rodziną biologiczną czy krewnymi – po zakończeniu działań wojennych i zakończonej odbudowie miejsca zamieszkania może wrócić do domu lub zostać i starać się z pomocą zastępczej rodziny ułożyć sobie życie na nowym miejscu – brak jest sytuacji zagrażających życiu czy zdrowiu dziecka (poza oczywiście wydarzeniami losowymi, od których nigdy nie można zupełnie się zabezpieczyć) – rodzina otrzymuje wsparcie finansowe na pokrycie kosztów utrzymania dziecka (nie znamy danych dot. kosztów utrzymania dziecka w obozie czy ośrodkach dla uchodźców ale wydaje nam się, że koszt nie byłby większy a osiągnięty efekt nieporównywalny – nie jest wykorzystywane do pracy zarobkowej (co często ma miejsce nawet gdy dzieci przebywają w obozach dla uchodźców – wg ostatnich raportów).

Oczywiście widzimy wartość istniejących już form pomocy i opieki. Ośrodki, obozy i wszelka pomoc humanitarna jest niezbędna. Wydaje nam się jednak, że opieka zastępcza byłaby dobrym uzupełnieniem tego co już się robi. Los tych dzieci nie jest nam obojętny i gdyby udało się przetrzeć nowe szlaki i zachęcić inne rodziny do takiego kroku, jak wiele z tych samotnych dzieci mogłoby żyć w rodzinie i zdrowo się rozwijać!

Czego oczekujemy: Po pierwsze rady, gdzie się udać, z kim rozmawiać. Piszemy już maile do organizacji, które się zajmują w ten czy inny sposób pomocą uchodźcom i zbierają dary, ale mamy świadomość, że z ich punktu widzenia, gdy zajmują się pomocą globalną jest to sprawa zbyt jednostkowa. Po drugie wsparcia, na razie czysto duchowego. Gdy projekt się rozwinie będziemy szukali takich rodzin, pewnie też osób, które mogłyby się zaangażować w pomoc w inny sposób ale to pewnie kwestia miesięcy (miejmy nadzieję, że kilku a nie kilkunastu). Po trzecie, rozpropagowania samej idei. Im więcej osób o tym rozmawia, myśli, tym więcej później konkretnej pomocy dzieci otrzymają.

Co w ogóle o tym sądzicie? Jesteśmy na początku drogi, przed nami rozmowy z państwowymi instytucjami. Jakieś wskazówki? Mamy wizję i pewność, że ta forma opieki powinna mieć miejsce i powinna się rozwinąć jako stały punkt niesienia pomocy w przypadku konfliktów. Dzieci nie wymyśliły granic więc i my nie chcemy się tych granic trzymać. Poza tym i polskimi uchodźcami-dziećmi ktoś się kiedyś zajmował, np. http://blogbiszopa.pl/2010/01/polskie-dzieci-maharadzy/

Pozdrawiamy serdecznie, Anna i Mariusz Piotrowicz, Białystok

Kontakt do autorów listu: piotrmarian@wp.pl

Advertisements